smok smoki
dla telefonu Alcatel
Kod: B2942307NUV
Aby otrzymać kolorowe tapety - wyślij sms o treści B2942307NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:B2942307NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa kolorowe tapety dostępna na telefony Alcatel: S853, OT 757, OT 756, OT 735i, OT 735, OT 556, OT 535, OT 531, OT 156, C750, C701, C652, C651, C630, C552, C550,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
W złoto-jedwabnym palacu, w Ekbatanie, Gdzie brzmi mahometańskiej muzyki echo, Piękne demony, niedorośli Szatani Do stóp ścielą pięć zmysłów swych Siedmiu Grzechom. To święto Siedmiu Grzechów: o,""" jak wspaniałe! Jawym blaskiem Żądze tam promienieją; Zachcianki - służki popędzane, w kryształy Różane wina pospiesznym ruchem leją. Wir tańców rytmem weselnym ucho pieścił I w przeciągłych szlochaniach miękko omdlewał, A piękny chór głosów męskich i niewieścich Jak fale wodne toczył się i przelewał. A wszystko to potężną tchnęło słodyczą I takim czarem i siłą niepojętą, Że kraj różami zakwitł w krąg tajemniczo, A noc zdawała się jakoby z diamentu. Zaś najpiękniejszy z wszystkich tych złych aniołów Miał lat szesnaście, na skroniach z kwiatów wieniec. Ramiona skrzyżowawszy i chyląc czoło Marzy, a w oczach jego łzy i płomienie. Próżno tam wokół coraz szaleńszy krążył, Próżno siostry i bracia jego, Szatani, Aby go wydrzeć trosce, co tak go drąży, Chcieli zwabić go pieściwymi gestami: On się wymykał ich przymilnym pieszczotom, A nadmiar smutku czarnym motylem znaczył Drogą głowę płonącą skrami klejnotów. O nieśmiertelna i straszliwa rozpaczy! Mówił im: "O, zostawcie wy mnie samego!" Po potem czule uścisnął wszystkich dokoła, Wyrwał się zwinnie i oto ich odbiega: W dłoniach została im tylko sukni poła. Czy go widzicie tam, na podniebnej wieży, Na szczycie zamku, z płomienną żagwią w rękach? Wznosi ją w górę jak miecz wznaszą rycerze: Z dołu się zdaje, że to świta jutrzenka. Cóż mówi jego głos głęboki a tkliwy, Który się splata z jasnym trzaskaniem ognia, A księżyc słucha go w ekstazie, szczęśliwy? O! to ja będę tym, który stworzy Boga! Anioły, ludzie, zbyt wiele nam cierpienia Z tej wojny Najgorszego z Najlepszym płynie. Ukórzmy raz, nieszczęśni, swe uniesienia Wszystkie w najprostszym pragnieniu już jedynie. O wy wszyscy, my wszyscy, smutni grzesznicy, Radośni święci, po cóż schizma nas dzieli Czemuśmy naszych dzieł, jak zręczni złotnicy, W tę samą cnotę przetopić nie zechcieli Dość już i nadto tych starć o szansach równych! Trzeba, by wreszcie ze sobą się spotkały Trzy,Cnoty Boskie i Siedem Grzechów Głównych! Dość już tych zmagań szpetnych i zatwardziałych ! A w odpowiedzi Chrystusowi, co wszystko Chciał tak utrzymać w walce i dwoistości, Przeze mnie piekło, które tu ma siedlisko, W ofierze składa się powszechnej Miłości!" Żagiew wypada z jego otwartej dłoni, A wówczas pożar wyjąc wzbił się do góry, Zwada olbrzymia krwawych orłów co tonie W czarnym zamencie, wsród dymu i wichury. Złoto leje się płynne, marmur sie kruszy: Gorejący piec żaru, rozbłysk pożaru! Jedwab w szybkich trzepotach płatkami prószy, Świecąc barwą pożaru, jaśnieniem żaru. A szatani śpiewali, ginąc w boleści Wśród ognia, pojmujący, zrezygnowani! I piękny chór głosów męskich i niewieścich Wznosił się w płomienistych wrzaw churaganie. A on, krzyżując dumnie ręce na wieży, Wpatrzony w niebo, kędy płomień wystrzela, Modli się jakby szeptem dziwnych pacierzy, Co zamierają pośród pieśni wesela, Modli się jakby szeptem dziwnych pacierzy, Wpatrzony w niebo, kędy płomień wystrzela... Wtem huk straszliwy zagrzmiał i grom uderzył I nastał koniec pieśni i wesela. Bo nie przyjęto całapalnej ofiary: Ktoś bardzo mocny, widać, i sprawiedliwy Łacno przeniknął złaść i skryte zamiary I pychy, co się łudzi, podstęp kłamliwy. Z pałacu o stu wieżach ni zgliszcz, ni śladu; Nic nie ostało się przed klęski ogrómem, By tamto wszystko, przez straszny cud przykładu, Snem tylko było daremnym i znikomym... I oto noc, noc błękitna z gwiazd tysiącem Wokół ziemia w ewangelicznej prastocie Surowa i łagodna, a majaczące Gałęzie drzew są jak skrzydła chwiejne w locie. Chłodne strumienie mkną kamiennym parowem; Przestwór modlitwą wonny i. tajemnicą Przecinają bezgłośnie płynące sowy; Czasem plusk fali zalśni gdzieś błyskawicą. Wznaszą się miękko w dali wzgórza łagodne Jak kształt miłości jeszcze nie określony, A wzbijające się z jarów mgły nadwodne Zda,ją się zrywem ku czemuś zespolonym. I wszystko to jak słowo, jak dusza żywa I jak serce w dziewiczej miłości sławi, Wielbi, otwiera się w ekstazie i wzywa Boga litości, co nas od złego zbawi. tłum. Anna Drzewicka